Subiektywnie o „Pięknej papryczce…”

Skuszona licznymi pozytywnymi recenzjami i zachwytami innych blogerek postanowiłam zakupić i przeczytać książkę pt. „Piękna papryczka uwodzi kształtem. Zamień kilogramy na zabójczą pewność siebie”. Książkę przeczytałam. W trakcie pierwszej fazy remontu. Zatem była co jakiś czas odstawiana na bok, by ponownie do niej wrócić. Czytałam wtedy, gdy za ścianą wiercono mi w żelbetonie, czytałam też wtedy, gdy panowie nie wiercili.

Tym razem postawiłam na minimalizm słowny w recenzji.

Po 1. Wygląd książki.
Wszelkie fotografie w książce przedstawiają autorkę. Nad jej fotkami rozmawiałam z dwoma mężczyznami. Jednego z mężczyzn figura autorki nie zachwyciła, bo była zbyt męska. Ale jest to mężczyzna wybitnie wymagający i od siebie i od innych, zatem rozumiem go. Drugi z mężczyzn spojrzał na okładkę, mruknął raczej pozytywnie ale następnie zajął się piciem kawy. Zatem mężczyźni z moich kręgów jakoś zbyt entuzjastycznie na fotki pupy autorki w stringach nie zareagowali. Ja jakoś sama również nie zostałam porwana i zachwycona fotkami. To nie tak, że kobiety nie podziwiam, za to, czego dokonała z własnym ciałem, jednak to nie mój typ. Układ graficzny, raczej spoko, chociaż jestem fanką bardziej stonowanych kolorów (jednak patrząc na tytuł to rozumiem wszechobecną czerwień i nie kręcę nosem). Jedna krytyczna uwaga: w połowie książki zdublowały się dwie strony. Ale fotki – fotkami, wygląd – wyglądem, przejdźmy do treści.

Po 2. Forma.
Dużo rozdziałów, jeszcze więcej podrozdziałów i stos podrozdzialików. Dla mnie, czytającej z doskoku to był wielki plus. Język… Najchętniej bym to przemilczała, ale nie mogę. Na początku wydawało się, że książka jest napisana lekko, i z zamiarem by czytało się ją przyjemnie. Mi przyjemność padła po jakiejś chwili czytania. Albo za dużo siedziałam w książkach pisanych językiem naukowym, albo dziwna jestem, albo sama nie wiem co, jednak czytając miałam wrażenie że czasami ten kolor, dowcip i pikanteria języka jest na siłę, i jest jej za dużo w niektórych akapitach. Jakby było mniej tego rodzaju języka to uważam, że książka byłaby w sam raz. Czasem też miałam wrażenie, że dane „zagajenie” na początku rozdziału ma się nijak do późniejszej treści. Tutaj jednak możliwym jest, że czytając oderwalam się na moment do remontu i zgubił mi się watek.

Po 3. Treść.
Zacznę od końca.
Spodobał mi się rozdział dotyczący suplementów. Dość sensownie wyjaśnione zostało co łykać, czego nie łykać, oraz co na co działa. Taka fajna pigułka o pigułkach.
Rozdziały poświęcone siłowni, tj: jak ćwiczyć na siłowni, opis budowy ciała oraz szczegółowy zestaw ćwiczeń na każdą partię ciała zakończony przygotowanymi już zestawami ćwiczeń również jest na plus. Tutaj było sporo fotek, co jest bardzo pozytywne gdyż poznałam z nazwy i wyglądu maszyny do ćwiczeń, których nie spotkałam do tej pory w miejscach, gdzie ćwiczyłam. Nauczyłam się czegoś nowego. Przy okazji przypomniałam sobie typy budowy ciała.
Z książki również wyczytałam sporo o diecie, witaminach, diecie opartej na grupie krwi, oraz wszelkich podobnych.

Podsumowując:
Fotki autorki pokazują prawdziwą kobietę, a nie modelkę VS. To w sumie plus, bo jest to książka dla każdej kobiety. Dla mnie minus bo wolałabym poślinić się na widok kobiety z bardziej widocznym wcięciem w pasie i mniej rozbudowanymi mięśniami górnych partii ciała. Subiektywnie miało być, zatem niech będzie, że podczas czytania skupiałam się bardziej na treści niż fotkach ilustrujących książkę.
Język mnie mierził. Odnosiłam wrażenie, że czasem autorka pisała na siłę i trochę przekombinowała by być taką fajną na luzie kumpelą. Jest tam trochę słów obcojęzycznych, z którymi przyznaję się że czasem miałam problem z odczytaniem co one znaczą, gdyż były na siłę – brakuje mi aktualnie właściwego słowa zatem niech będzie to – transliterowane .
Treść ciekawa, jednak sposób podania, według mnie mógłby być lepszy. Nie jest to zła książka, ale ja miałam miejscami problem z przebrnięciem przez język autorki. I może to wina nadmiaru remontu, może to wina mojego nowego blond-koloru włosów, a może jednak pobieżnego czytania, ale jakoś dalej nie rozumiem (czy też nie zostało to mi wystarczająco jasno wyjaśnione) pierwszej części tytułu książki: czemu to papryczka uwodzi kształtem, a jak już musi uwodzić, to jaka/który gatunek papryczki, bo papryk i papryczek jest od groma.

PSKsiążkę aktualnie czyta moja mama. Zapytałam jej co sądzi po przeczytaniu jej fragmentu. Stwierdziła, że jest to „lekka książka, nawet trochę za lekka jak na tematykę”.

Reklamy

12 Komentarzy

  1. Ach, i tak, jestem świadoma tego, że uległam trendowi, który dostrzegam na blogach, tj. czytania tej książki i publikowania recenzji. Nie mogłam się powstrzymać przed opublikowaniem na blogu również mojej subiektywnej recenzji :)

  2. Ciekawa książka, o dość osobliwej treści. Nie wiem, czy sięgnę… może kiedyś?

    Uległaś trendowi? Nieważne, ważne by robić to co się lubi. Tak jak autorka…

    Chyba najbardziej w Twojej opinii zniechęca mnie do przeczytania książeczki ten styl ‚kumpeli mimo woli’ nie cierpię czegoś takiego, dla mnie jest to po prostu obleśne… Natomiast zachęcają jak to ujęłaś zdjęcia ‚prawdziwej’ kobiety oraz te podrozdzialiki, uwielbiam takie :).

    Pozdrawiam i oczywiście zapraszam do siebie, bo już dawno Cię u mnie nie było… :D

    1. Na bloggerze widziałam kilka blogerek opisujących tę książkę. I w sumie ich zachwyty skusiły mnie do zakupu. Jednak, nie tego spodziewałam się, po opisie wydawcy używającego słów „zgrabnie napisany przewodnik” oraz „[autorka] jest przyjaciółką”. Ostatecznie zawsze może być i tak, że nie dość, że nie rozumiem słowa „zgrabnie” to jeszcze mam spaczony obraz definicji „przyjaciółki” ;)

  3. Ja tam pierwszy raz słyszę o tej książce, ale w sumie z twojego opisu wynika, że aż taka wyjątkowa nie jest, albo mi się wydaje? Choć może to moje uprzedzenia,bo bardzo nie lubię tego typu książek, poradników, itd. :)

    1. Treść jak najbardziej jest ciekawa, jednak sposób podania mnie odrzucał w trakcie czytania :(

  4. Wreszcie jakaś normalna i stonowana opinia tej książki. Kilka blogerek wydało bardzo optymistyczne opinie i coś mi się w tym wszystkim nie podobało. Pewno kiedyś sięgnę ze względu na suplementy i ćwiczenia.

    1. Bardzo miło mi to czytać :)
      Książka naprawdę ma ciekawą zawartość jednak nie umiem przeboleć języka jakim jest napisana w niektórych częściach.

  5. duzo czytalam na temat tej ksiazki mialam sie skusic na jej kupienie i jakos tak nie wyszlo … :) a Twoja mama uswiadomila mi ze nie warto ;)

    1. myślę, że warto wypożyczyć ją lub też przejrzeć w jakiejś księgarni. Ale jak dla mnie pozytywne opinie wystawiane przez inne blogerki są troszeczkę zbyt egzaltowane.

  6. Mnie się bardo podoba książka „Wszyscy kochają zwycięzców” J. Browna. Recenzje u mnie na blogu. Krótko: prosty język, dająca do myślenia i konkretna.

    1. Dziękuję za konstruktywny komentarz ;)

  7. Zastanawiałam się nad kupnem tej książki, ale to chyba nie dla mnie. Teraz czytam za to: o czym mówię kiedy mówię o bieganiu. Bardzo polecam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: